Pewne wyrażenia
są dla mnie dość oczywiste, ale zdaję
sobie sprawę, że nie dla wszystkich. Dlatego stworzyłam słowniczek, który pół
żartem, pół serio będzie wyjaśniał terminologię, która może pojawić się w moich
postach. W razie potrzeby będę go rozwijać i aktualizować.
Purser – szef pokładu, czyli w kabinie, mój szef. Przez Nigeryjczyków zwany
również: King of slaves, albo Master Trolley Pusher.
SFS – Senior Flight Stewardes, czyli kierownik kabiny – economy albo biznes.
Na szczeblach władzy ma nad sobą tylko Pursera, a i to czasami bywa uciążliwe.
:P
Cabin Crew – np. Nigeryjczycy używają zastępczych określeń,
jak Sister, Slaves albo Trolley Pusher, Kitchen Staff, a wszystko to oznacza tę całą załogę, o
nienagannym wyglądzie, w odpicowanych mundurkach, o której wszyscy myślą, że naszym
jedynym obowiązkiem jest parzenie kawy i podawanie jedzenia :P. Jak mam być
szczera to bardzo bym chciała, żeby w mojej karierze zasadniczo do tego się
wszystko sprowadzało. Wolałbym nigdy nie prezentować, pozostałych treści
szkolenia.
Flight review – zmora, każdego członka załogi, czyli
elektroniczna ankieta, którą wyżsi rangą członkowie załogi wypełniają na temat
tych niżej w hierarchii. Dotyczy z grubsza wszystkiego, od wyglądu, po
zachowanie i stosunek do pracy. Niestety na obiektywną i rzetelną ocenę można
liczyć bardzo rzadko.
Halal – dosłownie znaczy to: dozwolony. Pewnie większość z was wie, chociażby z
mediów ostatnio. Jedyny sposób zabijania zwierząt uznawany przez muzułmanów.
Temat pozostawia wiele do dyskusji.
Haram – czyli przeciwieństwo halal, niedozowlony, zabroniony.
Call bell – wynalazek w samolotach, który załoga -
delikatnie rzecz ujmując - niezupełnie lubi. To taki guzik, przy każdym
siedzeniu, który pasażer wciska jak czegoś potrzebuje. Chcemy wierzyć, że został
wymyślony, żeby wzywać pomocy w nagłych wypadkach, ale obawiam się, że wcale
nie o to chodziło. Jedno wiem na pewno - przez niektórych pasażerów nadużywany.
Z moich obserwacji wynika też, że jest
najlepszą zabawką dzieci - ta śmieszna pani pojawia się i znika. Poza tym
umieszczony jest zawsze w złym miejscu,
co sprzyja przypadkowym wciśnięciom, nie wiem jakim cudem, na przykład przez
śpiących pasażerów – a my kilometry w tą i z powrotem nabijamy.
Diszdasz – ja potocznie nazywam to piżamą, chociaż w sumie strój Pakistańczyków
bardziej przypomina piżamę. Jest to nazwa zwyczajowa tych białych piżam,
sukienek, sutann, nie wiem jak to nazwać. W każdym razie typowy dla Arabów
strój, jest to najczęściej białe, choć gdyby się temu bardziej z bliska przyjrzeć
pewnie z białym ma nie wiele wspólnego.
:P
Abaja – tradycyjny, czarny strój kobiecy. Poziom zaawansowania abaji, czyli
zakrycia zależy od indywidualnej jednostki. Jedne odsłaniają tylko twarz i buty
od Gucciego, inne robią z siebie ninja, a
jeszcze inne, nawet oczy zakrywają. Przemieszczają się wtedy niczym zjawy, z
którymi jak rozmawiasz to nie wiesz czy stoi do Ciebie przodem czy tyłem.
Ramadan – święty miesiąc, podczas którego wszyscy dobrzy muzułmanie poszczą, od wschodu do zachodu słońca. Nie mogą
połknąć nawet tabletki na pół głowy.
Iftar – temat na osobny wpis, czyli czas na posiłek łamiący post w okresie
ramadanu, tuż po zachodzie słońca. Nie można się pomylić nawet o minutkę,
dlatego na wszelki wypadek, gdyby ich zegarek źle chodził zaczynają, nie jeść, a
żreć (po całym dniu wcale im się nie dziwię) z dwu – trzy minutowym
opóźnieniem.
Hajj – pielgrzymka Muzułmanów do Mekki, każdy
wyznawca, który ze względów finansowych i zdrowotnych, może sobie na nią
pozwolić, powinien, przynajmniej raz w
życiu, ją odbyć.
Umrah – to również jest pielgrzymka do Mekki, jednak o mniejszym znaczeniu niż
Hajj i nieobowiązkowa. Tak się składa,
że my latamy do Mediny i Jeddach w Arabii Saudyjskiej, czyli najbliższych lotnisk Mekki. To jest
cała gałąź przemysłu turystycznego, a obrządki zaczynają się już w samolocie,
nie wspominając już o tym co się dzieje, przy przelatywaniu nad samą Mekką. To
nic, że tak naprawdę jesteśmy jeszcze wtedy tak wysoko, że nic nie widać. To
nie ma najmniejszego znaczenia.
Immam – w skrócie i bardzo obrazowo, proboszcz
meczetu. Każdy meczet ma swojego, to
właśnie jego słychać z minaretów przynajmniej 5 razy dziennie. Jak dla mnie, a
mam w tym doświadczenie, te nawoływania brzmią jak notoryczne awantury, ale nie
rozumiem co tam śpiewa, więc pewności nie mam.
Mateusz – to imię będzie się pewnie przewijać wielokrotnie w moich postach,
niewtajemniczonych uprzedzam uczciwie. To imię mojego świeżo upieczonego męża,
który robi to co ja, mieszka tu gdzie ja. A co za tym idzie, pewnie te
ciekawsze anegdoty z jego życiorysu, też trafią na strony mojego bloga. :P
PA – Public Announcement, czyli te wszystkie ogłoszenia, które większość pasażerów
uważa za nagrania z taśmy, ale tak nie jest. Ja na szczęście jeszcze żadnego nie
musiałam robić, ale pierwszy lot operujący do Warszawy i się skończy. :P
Layover – w slangu załogowym to lot, podróż z nocowaniem, czyli te wszystkie rejsy
gdzie spędzamy najczęściej około 24h na miejscu.
Turnaround – przeciwieństwo Layoveru, znienawidzone przez załogę loty w tą i z powrotem. Tylko
Ci co mają pilną potrzebę być w Dubaju lubią je i potrzebują. Chętnych nie ma
dużo, a ktoś je robić musi. Loty są krótkie, trzeba się spieszyć. Zero
przyjemności, tylko praca. Najdalej w tej formie latamy do Aten i Stambułu. Niektóre
kierunki, w zależności od godzin rejsu, mogą być z nocowaniem lub bez jak np.
Kalkuta i Dakka w Bangladeszu. W sumie są dwa powody, przez które te loty nie
cieszą się sympatią: 1. Tempo, naprawdę czasami
trzeba się spieszyć, a pasażerowie nie współpracują. 2. Hindusi – głownie są to
kierunki indyjsko – pakistańskie, a jest to dość wymagająca grupa pasażerów.
Roster – najprościej mówiąc nasz grafik. Proces jego tworzenia tzn. regulacje i
zasady jakie musi spełniać, przy ilości załogi i lotów w firmie, uważam za
graniczące z magią.
Overbooking, overbooked itd. – niektóre słowniki wymiękają przy
tłumaczeniu tego, a ja w jednym słowie nie umiem tego wyrazić, dlatego pewnie
będę często szła na łatwiznę i używała tego wyrażenia. Chodzi tu o tak banalną
sytuację, gdy zarezerwowanych jest więcej biletów niż miejsc w samolocie. Wtedy
mówi się, że lot jest overbooked. Proste, ale język polski wymięka.
Uprade - marzenie każdego pasażera, czyli darmowe przeniesienie o klase wyżej. Po co linie to robią? Bo taniej jest wypchać samolot po brzegi we wszystkich klasach niż fundować hotele itd. Dlaczego linie w ogóle sprzedą więcej biletów niż miejsc w samolocie? Bo pasażerowie się spóźniają, rezygnują, a samolot lepiej, żeby poleciał wypełniony ma maksa. Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze.
Uprade - marzenie każdego pasażera, czyli darmowe przeniesienie o klase wyżej. Po co linie to robią? Bo taniej jest wypchać samolot po brzegi we wszystkich klasach niż fundować hotele itd. Dlaczego linie w ogóle sprzedą więcej biletów niż miejsc w samolocie? Bo pasażerowie się spóźniają, rezygnują, a samolot lepiej, żeby poleciał wypełniony ma maksa. Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze.
Standby – dosłownie oznacza: gotowość i oczekiwanie. I w sumie o to tu chodzi.
Załoga może, ale nie musi, prywatnie podróżować na tzw. stadby’u, czyli do
ostatniej chwili czekamy na wieści czy nas zabiorą, czy nie. Zapewnia nam to wysoką
adrenalinę, ale zniżki są na tyle kuszące, że nikt nie narzeka. Każda linia ma
swoją politykę w tej kwestii, nasza jest bezlitosna.
Jestem pod wrażeniem. Bardzo fajny wpis.
OdpowiedzUsuń